>> środa, 30 stycznia 2008 12:45:10
Notka, która miała zawinąć dziś nad ranem, ale z powodów konserwacji serwera w godz. 4-5, na mylog dostać się nie mogłam ==”. Jak już napisałam, niech zostanie, powieszę ją rano (hm… czy 5.11 to nie jest rano? XD później rano, o tak! ^^)
Kocham sesje! Godzina 4.33, a ja dopiero odłożyłam słuchawkę telefonu i pożegnałam Celestę i w gruncie rzeczy nadal umiemy tyle samo, co na początku naszej telefonicznej nauki. Powiem jedno muzyka jest straszna! Jutro powtórka z rozrywki i ponownie kilka dni będę odsypiać naukę na ten egzamin. I nie mam wygórowanych próśb – chcę tylko trzy!
Ja przechodząc do strony z tematami: O czytasz metrum! Jak masz mało, szkoda.
Celesta bardzo spokojnym tonem: Dziecko, czy ty jesteś upośledzona, przecież metrum czytałaś przed chwilą.
Po tym krótki dialogu widać, że dzieci ucząc się, nawet nie wiedziały o czym czytają…
A literatura? No tak, liczyłam na trzy, wierzyłam w cztery, miałam nadzieje, że mnie P.Lidka lubi i dopyta na pięć, ale dziś olśniło mnie i przypomniałam sobie, że wymieniając epoki literackie pominęłam BAROK! KURWA na drugim roku kulturoznawstwa zapomnieć o BAROKU?! Przeszłam samą siebie! I tym żenującym akcentem, żegnam się z muzyką i wszystkim co ma z nią związek i idę pod prysznic. I niech metrum będzie ze mną XD
komentarze [0] >> poniedziałek, 28 stycznia 2008 01:48:51
Po sześciu godzinach nauki z literatury Celesta zreasumowała „i tak jesteśmy tak samo głupie, jak na początku”. To jedyna mądra myśl, oprócz tej, że Freud badał patologie społeczne, a w romantyzmie artysta musiał być wariatem, a Werter był młody i na pewno cierpiał, jaką z tej nauki wyniosłyśmy XD
Jutro, godzina dziesiąta, godzina zero – EGZAMIN Z WIEDZY O LITERATRZE!
Adaś kocham Cię, kocham, kocham!
Tak, nadal mam stan histerii kobiecej tak bardzo uwielbiany prze Freuda i surrealistów XD
I kocham Adasia!
I niech jutra przyjedzie mimesis, a potem katharsis, bo ja chcę pięć i tak, ja w to wierzę, a najgorzej jak się komuś coś wydaje, wypad angie do łóżka ! Ale po co, jak nie ma w nim Adasia?! I to jest dialog pozorny prowadzony miedzy moim super ego, a id, a mój mózg jest w programie ktokolwiek widział ktokolwiek wie XD A wszystko i tak zaczęło się od Platona XD
komentarze [7] >> sobota, 26 stycznia 2008 21:33:27
Ukradli mi prąd! Akurat jak uczyłam się na tę przeklętą literaturę, która stała się alternatywą, pozwalającą uciec od innych myśli. Teraz siedząc w blasku świec, modlę się by bateria w komputerze wystarczyła do napisania tej notki. Jeszcze 67%. Zdążę? Pewnie nie. Nigdy nie zdążam. Delikatnie mówiąc czuję się trochę rozpierdolona. W żołądku jakieś dziwne drżenie, łapki mi trzęsą, um… i chce mi się płakać, ale tak dawno tego nie robiłam, że już zapomniałam jak to się robi. W myślach błagam, by jak najszybciej włączyli prąd – przeklęty wiatr! bo nie chcę zostać tu sama, w ciemnym pokoju, gdy komputer odejdzie już w mrok, razem z ostatnim tchnieniem baterii…
- No, chodź już wreszcie. – Miecz szarpie za ramię Małą Damę z Lodowego Gaju. – Przecież sama widzisz, że dalsza wędrówka nie ma już sensu. Ona patrzy na niego, potem na prostą drogę, tuż przed nią. Wybrała prawo, ale teraz zauważyła, że drogi z poprzedniego skrzyżowania zbiegły się w jednym punkcie, połączyły tutaj i do nikąd już nie prowadzą. – Chyba zabłądziłam. – Mówi cicho, jakby na swoje usprawiedliwienie. Jeszcze raz patrzy na ciemną drogę, porośnięta jeszcze większymi krzewami, potem na Miecz, znów na drogę, aż w końcu na podartą przez ciernie, niegdyś białą sukienkę i na poranione ciało. Myśli, marszczy czoło, mruży oczy, chce wiedzieć dokąd prowadzi ta dogra, ale w duchu przyznaje rację Mieczowi – to nie ma sensu, a ona nie ma już siły. – Dobrze, wracajmy. – Decyduje, na co Miecz uśmiecha się triumfalnie. I odwracają się i idą w przeciwnym kierunku, a Mała Dama rozbita pomiędzy „było”, a „jest” i „będzie”, kroczy dumnie i honorowo, jak na defiladzie, nie zdradzając Mieczowi poczucia pustki i bólu.
komentarze [6] >> piątek, 25 stycznia 2008 21:38:37
Właśnie się obudziłam i mimo tego, że wypadałoby się zacząć uczyć na egzamin z literatury, rozważam czy nie iść spać dalej. Jak nie mogłam spać, tak nie mogłam, a teraz spałabym cały czas. Wiatr hula i szarpie nagie gałęzie drzew za oknem, dmucha mi w okno, a firana powiewa jak szalona. A mój facet, choć w innej części Polski, hula na urodzinach swojej byłej… (angie spokój, łaska, tolerancja, cierpliwość, nie unosimy się agresją! Czy ja rozmawiam sama z sobą? Tak, jest źle ==”). Może jednak powinnam się pouczyć, bo chyba tylko milcząc, mogę być teraz miła, a zaraz ponownie przestanę się gryźć w język i powiem, co na ten temat myślę.
Nie ma emocji – jest spokój
Nie ma ignorancji – jest wiedza
Nie ma pasji – jest pogoda ducha
Nie ma śmierci – jest Moc
Bo Rycerze Jedi nie unoszą się agresją i są mili, nawet jak ich mężczyźni udają matki zbawicielki i lecą składać życzonka swoim, skrzywdzonym przez życie byłym! No i znów stałam się ironiczna, angie mówi do widzenia i dobranoc i spróbuje obczaić o co kaman w tej literaturze.
komentarze [14] >> środa, 23 stycznia 2008 19:34:09
Um… Znalazła się chwilka czasu. Nareszcie! (Ledwo zaczęłam pisać już telefon – Pan A. chyba przywołany telepatycznie, bo jakoś mi się tak myślało o nim). Z głośników Skangur – coś do czego mam sentyment od niedzieli, w łapce papieros, tuż obok parująca kawa i trzy psie głowy nastawiające się do podrapania za uszkiem, a w indeksie jak na razie cztery piątki i czwórka. Czego chcieć więcej? Tylko ramion Pana A. wokół mojej niezgrabnej talii i jego głosu tuż przy uchu. Ale nie można mieć wszystkiego. Osz… niby tyle mam do opisania, ale ponownie braknie słów i umiejętności pisarsko – twórczych, by to opisać nie w postaci suchej relacji, a pełnej emocji notce. Niedziela i poniedziałek u Pana A. wydają się już zamglonym wspomnieniem, które przychodzi, gdy słyszę kolejne piosenki z tej nocy i dni, a mimo to ciągle uśmiecham się do siebie, zamykam oczy i nie zwracając uwagi na spojrzenia ludzi, mam ochotę roześmiać się na głos i zacząć skakać. Obecność Pana A. najlepszy seks w moim życiu, ostatnie spojrzenie zanim zasnęłam, naga, cała Jego, ufna jak mała dziewczynka, bezpieczna przy nim, w Jego ramionach, rano spojrzenie i przytulenie, by upewnić się, że to nie tylko sen. Wspólna kawa, papieros. On naprzeciwko, moje oddane spojrzenie i Jego głupie „Niunia”. Patetyczne? Być może, ale tak bardzo cieszy… Mogę mieć tylko nadzieję, że czar nie pryśnie, my nie rozsypiemy się jak delikatna filiżanka z chińskiej porcelany po uderzeniu w podłogę, a nasze drogi nie miną się, nie rozejdą w zderzeniu z szarą rzeczywistością.
Shimamoto i Hajime ze szczęśliwym zakończeniem...
„Kiedy do mnie mówisz jak mnie kochasz tysięczny chyba raz
Pewnie myślisz, że mam tego dosyć, nie…
Mów mi to, powtarzaj, chce to usłyszeć tysięczny pierwszy raz (…)”
Ojej… lubię takie dni jak ten. Środa to dzień tradycyjnego wypadu na koktajl truskawkowy i kawę do Galerii, oczywiście na wykładzie z muzyki. Kochana Patrycja i jej odchyły, typu niespodziewany krzyk z niczego, gdy jest cicho, Madzia patrząca na nas z litością, gdy mamy kolejny atak śmiechu, zakupy na promocjach. Nawet dziś, gdy zasnęłam w Nescafe Cafe przyczepiły mi kartkę z napisem „Przygarnij Kropka”… Studentki kulturoznawstwa zachowujące się jak dzieci, godne pożałowania. Jeszcze tylko parę dni i egzaminy: literatura, muzyka, plastyka. Czeka mnie nauka, a jak na razie musze zrobić zadanie domowe z japońskiego.
Lubię takie dni jak ten, gdy w powietrzu roznosi się zapach dymu z kominów, powietrze jest mroźne, rozlewamy kolejna kawę na holu, a potem wykończona zasypiam w autobusie i budzę się prawie pod domem. A w domu tylko ja i mój śmiech, na myśl o Panu A. i głupkowatych studentkach…
komentarze [12] >> sobota, 19 stycznia 2008 20:17:24
Podnosząc w górę kubek z herbatą, ponieważ alkoholu nie posiadam, wznoszę toast, gdyż oto w tym dniu byłaby moja czwarta rocznica bycia z P. Czterech lat się nie doczekaliśmy, razem było dobrze, osobno (jeszcze?) lepiej. Nasze zdrowie na nowych ścieżkach życia!
>>Wydawało nam się, że wiele wspólnie zbudowaliśmy, ale nie udało nam się osiągnąć ani jednej rzeczy<< - Haruki Murakami
>>Nec site te, nec teum vivare possum<< Owidiusz
Wracam do łóżka, dobranoc…
komentarze [4] >> środa, 16 stycznia 2008 19:51:31
Kolejny dzień (standardowe trzydzieści kilka godzin) przeżyty bez snu, o ilości kaw podchodzących pod dziesięć, dwóch paczkach papierosów, jedzeniu, które dziś było pod postacią koktajlu truskawkowego, gorącego kubka, soku i bułeczki zrobionej przez mój ideał mężczyzny w wieku średnim – Piotrusia. Wróciłam z zajęć, tata spojrzał na mnie i stwierdził, że wyglądam jak cień człowieka (wyglądałam już gorzej, nie ma jak to spostrzegawczość), a mama zauważyła, że dłonie trzęsą mi się jak na narkotykowym głodzie (biorąc pod uwagę, to, że nie biorę, to dość dziwne). Um… kończy się nikotyna, a paczkę kupiłam rano – miażdżyca, zawał czy rak płuc, jak obstawiacie? Ja zdecydowanie wybieram raka. Sarkastyczne poczucie humoru? Tak. Bo przyjechałam na uczelnię na 7.15, a żeby na nią dojechać musiałam się już zacząć zbierać o 4.00 i wchodzę na pierwsze zajęcia – prawo pracy (nie, to się tak nie nazywa, dowiedziałam się wczoraj zerkając na nową kartę egzaminacyjną XD) i wychodzę z nich o 7.30 dowiedziawszy się, że mogę iść na kawę, bo mam już 5 na koniec! Czy nie prościej, było wrzucić tę informację na ISAPS (internetowy system komunikacji uczelnianej) i oszczędzić mi przyjeżdżania?! PARANOJA! Smaczku dodaje fakt, że jeszcze nie wydali nam indeksów i w następnym tygodniu muszę przyjechać po wpis! Na Boga, czy ktoś w dziekanacie ma jeszcze mózg?! Do tego rano, idąc na zajęcia, idę sobie ulicą, widzę, tramwaj stoi na awaryjkach, obok karetka pogotowania, a na noszach mężczyzna z nożem w piersi. Student z WSG po wyjściu z dziekanatu? (Tak, tu ironia). Kilkaset metrów dalej policja pod kamienicą, kobieta w mieszkaniu krzyczy, że się zabije, pod oknem funkcjonariusz wołający „Pani Bogumiło!”, a ona swoje, że się zabije, a on biedak krzyczy dalej i co mu z tego krzyczenia? Przecież Pani Bogumiła w czasie jego efektywnej interwencji mogła wziąć obojętnie jakie narzędzie ostre, zrobić jedno – dwa porządne, poziome cięcia wzdłuż przedramienia i byłby koniec krzyków i jego i jej. A to wszystko przytrafia się mi, osobie, której nastawienie do świata o godzinie 6.30, po nieprzespanej nocy pozostawia wiele do życzenia. I jeszcze Pani od plastyki (wiem, że Ewa, tez dowiedziałam się wczoraj, po wglądzie do karty, ale nazwiska jeszcze się nie nauczyłam… mam z nią zajęcia do pół roku XD) każe nam, studentom! przełożyć datę egzaminu z muzyki, bo ona chcę koniecznie ten sam dzień, a sama wyjeżdża na urlop i nie ma czasu tego zrobić! A czy tobie Pani Ewo, ktoś kiedyś jebnął, a jak nie, to dlaczego przypadkiem nie będę to ja?! Sprawa zgłoszona do opiekuna roku (tak, naskarżyliśmy jak w przedszkolu), bo sesja ma dwa tygodnie, a nie 5 dni i w interesie wykładowcy jest załatwianie terminu! Biorąc pod uwagę mój stan fizyczny, czyli skrajne wykończenie, zadziwia mnie długość tej notki! A myśląc o tym, że zaraz będę musiała zadzwonić do Patrycji i uczyć się na jutrzejsze kolokwium z WDOIK (tajemniczy od pół roku skrót okazał się wprowadzeniem do organizacji instytucji kultury XD) dostaję spazmów (nie, nie rozkoszy). Idę po kolejną kawę. Mortui vivunt – bo tak się właśnie czuję.
PS. Przepraszam, ale dziś już Wam nie odpowiem na komentarze, zasoby mojej energii właśnie się wykończyły.
komentarze [7] >> wtorek, 15 stycznia 2008 00:56:49
W jednej, trwającej midi sekundę chwili zrobiło się ciemno i cicho. Z głośników rozbrzmiewa „Reila” – jedyna piosenka Gazette, którą lubię wraz z Orestes. (Nie ma już Nas, może nigdy nie było, został sentyment i cisza, niezakłócona przez Twoje przekleństwa i fangirlowanie Gackuto i Diru, a czasem tylko widzę czarno – białą sukienkę w paski). Skończyła mi hot line na gg. Wszystkie okna pozamykane, lista kontaktów martwa, czerwona. A moje myśli tylko w tej jednej chwili, gdy wyłączyłam ostanie z okien, zaczęły się mieszać i burzyć, i z utęsknieniem czekają na katharsis. Chyba w jednym momencie zderzyło się ze sobą zbyt wiele bytów przeszłych i przyszłych, powodując sprzężenie zwrotne, dające poczucie pustki. Bo czy mając tak wiele, można zacząć rozpatrywać w kategoriach „miałam tak wiele i straciłam”, lub też „mogłam mieć tak wiele, ale nie przyjęłam tego”? Ponowne rozbicie na kawałki uświadamia mi, że jestem Pascalowsą trzciną szarganą przez setki wiatrów i czasem ten najmniejszy, najmniej spodziewany może mnie złamać i sponiewierać. „Jesteś dla mnie miła, jak nigdy”, potem, już od zupełnie innej osoby: „Sama masz okazję teraz zobaczyć jaką jesteś wspaniałą osóbką”. Duchy przeszłości, hybris, harmartia, pustka.
Czekając na EXODOS.
Wpalając kolejnego papierosa.
Słyszę kilka głosów.
Widzę kilka twarzy.
Nie tę co powinnam.
Duchy przeszłości.
Czekając na KATHARSIS.

EDIT godz. 1.56
KATHARSIS nie przychodzi samo, by przyszło jest potrzebny Pan. A... Dziękuję.
komentarze [6] >> poniedziałek, 14 stycznia 2008 03:26:15
Halina Poświatowska
Dysonans
świat jest tak mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz ciężko
obok stoi wieczność
ciemna
mozolnie po schodach
idę w białej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami
z czołem opartym
bezgłos
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytamy oddech
liczymy raz... dwa... trzy...
świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
dlaczego tak trudno umrzeć?
* * *
bo mówię nie swoimi słowami
bo moje słowa tak mało znaczą
tak mało mam do powiedzenia
unoszę się
zaczynam
jeszcze chwila
nie słuchasz
moje słowa są zbęde
hamartia
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, A gdy przyszedł...
A gdy przyszedł już nareszcie jako prawda, nie jak sen
podścieliła mu pod nogi swoich włosów zwiewny len
przytuliła jego głowę do swej piersi, do swych rąk
by pragnienia nie znał lęku, by czekania nie znał mąk.
Wszystkie róże swych ogrodów gdy dla niego w szczęściu rwie
on porzuca ją na zawsze - bo jej nie mógł wołać we śnie.
* * *
bo podobno poezją można okazać wszystko
nie, ja nie piszę wierszy
wysługując się cudzymi słowami
daję upust
tobie, sobie
bo nie łapiesz, kiedy spadam
a moja dłoń zawsze w górze
exodos
komentarze [5] >> niedziela, 13 stycznia 2008 01:55:07
Mam ciebie w roztańczonej krwi
w zębach
nitkami nerwów związanych w supeł
czuję - złotą namiętność twojego ciała
przeciągam po nim ręką
lekko
lekko
gnę się
zewsząd z końca aż do początku
i znów
do końca
jestem
pośrodku ciebie
wspięta nad tobą
cała - w tobie
Halina Poświatowska
Bo zrodziła się we mnie poetyka,
Nie Arystotelesowska,
a miłosna.
Bo odkrywam siebie po kawałku,
jak kwiat, płatek po płatku.
Bo zrodziła się we mnie melancholia i tęsknota,
jak za wiosną, za nocą.
Bo zrodziła się we mnie namiętność,
jak za dłonią, dłoń wędruje,
jak w upale, za wodą.
Bo naga przed Tobą stoję, nie, nie ubieraj,
dotykaj.
komentarze [11] >> piątek, 11 stycznia 2008 03:32:58
Roztopiony śnieg. Szaro. Miasto budzi się, kiedy przechodzę przez most. Powietrze jest chłodne, ciężkie i lepkie. Dym roznosi się w nim powolną smugą, otaczającą wszystko na co natrafi. Pod mostem Kanał Bydgoski. Zamarznięta woda, w okowach lodu, wydaje się martwa. Patrzę na nią i tak jak rok temu zastanawiam się kiedy brudna tafla wody zabłyśnie, czy dno jest muliste, czy balustrada wytrzymałaby, gdybym na niej stanęła. Idę dalej, mijając to miejsce, jedno z moich miejsc , tam gdzie choć obca, to jakoś należę. Ta zima daje poczucie porażki, przywodzi zbyt wiele wspomnień. Jeszcze kilka godzin i znowu przejdę przez most, ale czy będzie z niego inne wyjście? Czy mój świat jest rzeczywiście tak skrzywiony, jak ten odbity w popękanym lustrze?
You are everything menai mono
Futari de shinji aetara
Ugokidasu chikara ni naru
You are everthing hokano dare mo
Anata no kawri ni narenai
Sono mune ni dakiosete yo
Anata dake no watashi ni nare…
…Panie A.
Bo jeszcze nigdy ten wiersz nie był tak prawdziwy, jak teraz…
komentarze [9] >> czwartek, 10 stycznia 2008 00:45:47
Mała Panna z Lodowego Gaju stoi na rozstaju dróg. Patrzy raz na jedną drogę, raz na drugą. Prawo, lewo. Prawo, lewo. Kiwa głową i myśli. Za jej plecami stoi Miecz – nieodzowny przyjaciel i towarzysz drogi. Przeszli już chłodne stepy, ciepłe polany i gorącą pustynię. Miecz od czasu do czasu zostawał w tyle, przystawał i odpoczywał, doganiając potem Mała Pannę. Teraz są w lesie. Prawo, lewo. Prawo, lewo – myśli. „Wracajmy do Lodowego Gaju” – szepcze Miecz. „Może było zimno, ale znajomo prawda, to nasz dom” – namawia dalej Małą Pannę. „Chwilka, jeszcze nie teraz, poczekajmy” – odpowiada stanowczo Mała Panna. „Jeszcze nie teraz” – powtarza, zapewniając samą siebie. „Jak się nie uda, to wrócimy”. Prawo, lewo – myśli.
Jestem na nogach 34 godziny. To nienormalne, bo nadal nie chce mi się spać. Jutro koło z diagnozowania potrzeb społecznych –okaże się, czy mój umysł był dziś zdolny do przyswajania wiedzy. A tymczasem spróbuję zasnąć… Oyasumii nasai…
komentarze [7] >> wtorek, 8 stycznia 2008 19:59:16
Jest jakoś cicho, ciemno i melancholijnie. Jem sałatkę z krabów, może nie wygląda apetycznie, przypominając coś na wzór tego co jedzą w „Nieustraszonych”, ale smakuje nawet nieźle. Przydałoby się do niej czerwone wino, ale nie mam z kim go wypić. W powietrzu roznosi się zapach nikotyny i świeżo sparzonej kawy. Jest pusto. Cztery psy śpią rozłożone, każdy w innej części pokoju, a ja wpatrzona w ekran komputera wyciszam się, by zaraz zabrać się za diagnozowanie potrzeb społecznych. Czuję się spełniona i zadowolona, przecież wykonałam plan zadań na ten weekend, robiąc kolejne prace na zaliczenia, gdzieś tam jest Pan A. który odpowiednio zmotywowany również się uczy (niech Pan pamięta od tych zaliczeń zależy Pana spełnienie seksualne!). Świat wydaje się mniej straszny, mniej osaczający. To wszystko składa się na moje przekonanie w lepsze jutro. Jedynie mama uświadomiła mi, że dziś już środa i jutro zaczynam zajęcia, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że muszę wstać o czwartej rano, a mój dzień dopiero zaczyna się teraz, o dwudziestej, przecież o piętnastej wstałam i dopiero zdążyłam się pozbierać. Artyści tak mają! Teraz wyłączę komputer, wyjdę na krótki spacer z psami i sparzę kolejną kawę, nauczyłam się już oddzielać przyjemności od obowiązków i nie daję się wodzić na pokuszenie, dlatego nauka na czwartkowe kolokwium wydaje mi się najbardziej pożądana w tym momencie…

EDIT z 09.01 godz. 1.11:
Wysłuchaj mnie , choć raz, od tak…
Niewiele mam do powiedzenia…
Ale powiedz, że zostaniesz…
Mimo tego co usłyszysz.
To mój ból, dam radę, ale muszę być pewna, że mimo tego będziesz.
Nie każę Ci go brać na siebie, oj nie, zostaw go mnie, ja dam radę, ale Ty tylko bądź,
I naucz mnie, jak być od nowa.
I wysłuchaj mnie, choć raz, od tak, i zostań wtedy.
Ty zostaniesz, „to" odejdzie,
Niczego więcej nie chcę,
Bo ja ogólnie mało chcę, tylko Ciebie…
Bo czasem "coś", bo czasem "to", przychodzi niespodziewanie i rozpierdala mnie i poukładany z puzzli świat!
komentarze [5] >> poniedziałek, 7 stycznia 2008 02:17:50
Całowałam się na wietrze i mam opryszczkę na ustach! Dobrze, że nie ma Pana A. bo opryszczką można zarażać nie tylko usta, a nie wiem czy bym się powstrzymała! Dlaczego ostatnio bardzo często włącza mi się perwersja? Jakieś dzikie, seksualne zwierzę ze mnie wyszło! Ale nie miałam o tym! Obiecałam sobie, że wejdę na bloga i napisze notkę dopiero jak skończę pisać pracę na warsztaty dziennikarskie: „Dlaczego chcę być dziennikarzem” – skończyłam w dość nietypowy sposób, łudząc się, że albo Bubek nie doczyta (nie, on nie ma takiego nazwiska ^^”), albo okaże się, że jednak ma poczucie humoru i mi to zaliczy (tak, wiem, najgorzej…). Jutro dalsza część pracy: „Dlaczego nie chce być dziennikarzem” (Bubki są złe >.<”)!
Czy lecące na prawie cały regulator „Cage” w środku nocy może kogoś zezłościć? Bo nie wiem czy mam ściszać? Raz… dwa… trzy… OK. Nikt się nie pluje, więc jeszcze raz „Cage”! Mój mózg nadal pracuje XD
Dalsza część notki pisanej już od godziny zginęła w natłoku myśli, zmieszała się i mój rozumek nie może jej odtworzyć… Za to powstała inna część…
„Czuję że wreszcie jesteś.”
„Jestem i się od Ciebie nie odczepię, bo jestem jak rzep.”
„Lubiem rzepy.”
I dobrze, że Pan je lubi…
Bo nikt tak pięknie nie mówił, że boi się miłości…

EDIT z godziny 3.13:
Już wiem skąd ta perwersja! To z winy Siostry! Siostra, dziękuję za rozmowę, to, że jesteśmy zajebiaszcze, tego nie będę pisać, bo to wiemy!
komentarze [16] >> sobota, 5 stycznia 2008 20:32:21
Czy ktoś się obrazi jeśli nie napiszę obszernej notki pełnej radości i miłości do świata, przepełnionej emocjonalizmem i sentymentami? Nie słyszę głosów sprzeciwu! I dobrze, bo angie nie ma siły na poetykę! Pilnowanie mieszkania dziadka jest czynnością bardzo męczącą i absorbującą i Bogu dziękuję, że choć został mi jeden tydzień do powrotu dziadka, zabrałam już swoje rzeczy i tam nie wrócę, to byłaby już autodestrukcja z premedytacją . Proszę o wybaczenie, bo w tym momencie jestem bliska padnięcia mordką na klawiaturę i zaśnięcia, bo student (bynajmniej ja i kilka znanych mi osób) to takie dziwne stworzenie, które potrafi nie jeść trzy dni i noce, pić cztery noce (tak, ledwo co wróciłam do domu, już mnie bezczelnie wyciągnęli na wódkę), kochać się do upadłego całą noc i rano nadal mieć ochotę na miłość (to akurat zasługa znakomitego kochanka/partnera/mężczyzny-dla-którego-zwariowałam) i do tego jeszcze mieć siłę na naukę (z 30-kliku kanji, angie i spokrewniona z nią w czwartym pokoleniu Patrycja vel Cela nie napisały tylko 3, ale Taiko – san, mająca wiarę w uczciwość w polskiego studenta, wyszła, więc komplet kanji figurował na karteczce). Ale nawet student nie jest niezniszczalny i dlatego angie musi wreszcie się wyspać, by przestać wyglądać jak szmata. A jutro koniec przyjemności, z umysłu trzeba wyrzucić kochanka/partnera/mężczyznę-dla-którego-zwariowałam, gdyż czekają prace na zaliczenie warsztatów dziennikarskich, animacji kultury, a w środę telefoniczna linia nauczania z Patrycją vel Celą na kolokwium z diagnozowania potrzeb społecznych. Tak! Sezon >>jak uprzykrzyć studentowi życie<< czyli zaliczenia i egzaminy właśnie się zaczął i mam zamiar wyjść z niego z tarczą, a nie na tarczy, bo ze mnie taki Achilles… Czy angie bredzi i nadal pisze w trzeciej osobie? Tak, bo ostanie, szare komórki w małym rozumku angie wymarły zamordowane przez kofeinę, nikotynę, alkohol i miłość.
Dobrze, to teraz czas na sentymentalizm, bo bez niego życie straciło by kolor pasteli i zapach jaśminu (angie widzi pastele i czuje jaśmin, pogotowia nie wzywać, mózg angie, choć pod respiratorem, to jeszcze pracuje… tak, a najgorzej jak się komuś coś wydaje =.=”).
Nie wiem czy Pan wie, ale obudzić się obok Pana i usłyszeć „dzień dobry Kochanie”, jest jednym z najpiękniejszych wspomnień w moim życiu. Bo w końcu nie okazał się Pan snem, Pan jest naprawdę! Już w to uwierzyłam, że Pan jest… mam nadzieje, że Pan też >> b ę d z i e<<. Pana obecność, dotyk Pana nagiej skóry, Pana spojrzenie, to wszystko, choć empiryczne, empirycznie nie da się opisać. Dlatego proszę mi wybaczyć, nie zatrzymam się na tym dłużej. Pan wie co czuję, nie muszę tego pisać, prawda? I może wino najlepiej smakuje Panu z moich ust, ale ja lubię pić je z Pana…
komentarze [18] >> środa, 2 stycznia 2008 13:31:12
Czy zdarza się Wam wstać z łóżka, śmiać się do siebie samych i być tak po prostu szczęśliwymi? (Dziś kolęda, a przez okno widzę jak tata ze swoim psem idą do lasu na spacer, dezercja?) Bo ja dziś tak mam, wstałam i śmieję się i śpiewam bez żadnych konkretnych powodów, a może jest kilka: świeci słoneczko , spadł śnieżek, widziałam mojego kochanego kombajnistę, z którym żniwowałam tego lata, a gdzieś tam jest Pan A… i jeszcze nigdy nie chciało mi się jechać do Bydgoszczy, tak jak chce mi się teraz. Będę za kilka dni, a teraz w rytm „Cage” Diru nawet posprzątam! Zwariowałam!
komentarze [6] >> wtorek, 1 stycznia 2008 23:16:20
Rok 2008…
Pożegnałam rok 2007, w nowy rok wchodząc bardzo i przesadnie pijana. Myślałam, że tegoroczny Sylwester zapisze się w moim rankingu najgorszych Sylwestrów na I miejscu, jednak okazało się, że nie był taki zły, i nie zabrał zaszczytnego I miejsca Sylwestrowi 2007.
Czego oczekuję w nowym roku?
1.Z pewnością zaliczenia sesji zimowej bez poprawek ^^! Już nie wymagam od siebie tak genialnych (jakaż ja skromna) wyników, jak w sesji letniej. Chcę to po prostu pozaliczać, bez fajerwerków, byle zaliczyć i mieć to z głowy.
DYGRESJA: I dlaczego podczas kolejnej sesji walnęła mnie strzała Amora? Czy to nie dziwne, że jeszcze nie przeżyłam sesji w normalnym-stanie-nie-zauroczenia… Tylko tym razem Amor walnął mocniej, poważniej, bez ostrzeżenia, pogrążając mnie całkowicie… I jak ja mam się tu uczyć?!
2.Poprawy swojego zachowania - jakie piękne postanowienie ^^. Bym była milsza, mniej egoistyczna, potrafiła się poświęcić, mniej dumna, pokazująca uczucia, nie bojąca się być tylko kobietką – wyliczyłam jak dziecko ^^. Tak, chcę być lepsza, w szczególności dla Pana…
3.Oczekuję, że ten rok będzie lepszy niż poprzedni, mniej burzliwy, mniej zagadkowy, mniej raniący…
4.I najważniejsze – oczekuję, że Pan będzie więcej myślał, mój drogi Panie A. I nie ucieknie mi ^^! (Czy już nie wspominałam, że będę Pana łapać?)
Czy teraz nie wypada wprawiać w życie w swoich oczekiwań? Z nauką poczekam jeszcze – w końcu nauka nie zając, przyjdzie sama (mój tok rozumowania mnie powala). Teraz jeszcze, póki czas, póki zaliczenia nie gonią, upoję się myślą o najbliższym spotkaniu z Panem A, polenię się trochę, od czasu do czasu popatrzę na telefon czy Pan A. przypadkiem nie dzwonił, pomyślę jak mi dobrze, potem wezmę się w garść, pouczę, między kolejnymi egzaminami zarezerwuję chwilki na zobaczenie Pana A. i pozaliczam wszystko …
To jest plan do lutego, co będzie dalej czas pokaże, jestem optymistycznie nastawiona ^^!
komentarze [0] >> wtorek, 1 stycznia 2008 01:11:57
Wybaczcie, że się nie rozpiszę, ale jakoś nie widzę klawiatury! O.O” Czyżbym była pijana? Chyba tak! Więc idę spać i życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku! Dacie wiarę, że napisanie takiego krótkiego tekstu zajęło mi 20 min. o.O”. I Jakoś tak dziwnie chwieję się na krześle! Szczęśliwego kochani!
komentarze [2]