>> sobota, 12 marca 2011 03:54:18
Dezaktywowałam konto mamy na FB.
„Mamy nadzieję, że jednak do nas wrócisz” – piszą.
Nie wróci.
Mama odeszła dziś w nocy o 1.56
Śpij spokojnie Kochanie, kiedyś się znowu spotkamy...
Kocham Cię.

komentarze [3] >> czwartek, 30 grudnia 2010 20:34:13
Konstruktywna notka na dziś, kończąca stary rok:
Sam jesteś dziecinny, o! I tak, uważam, że stanie w nocy pod kinem, było czynem spontanicznym, heroicznym, dowodzącym mojej niezwykłości, szaleństwa i nieprzewidywalności, o! I jak Ci się nie podoba, że potrafię jechać trzydzieści kilometrów w nocy pod kino i nadal uważasz, że to było dziecinne, na świecie jest wiele nudnych kobiet, o! A tak poza tym, to Cię kocham, o!
Szczęścia w Nowym Roku for everybody! ^^
komentarze [3] >> środa, 29 grudnia 2010 01:34:54
Tak pomału wybieram się spać. W sumie wpadałoby już dawno leżeć w łóżku i śnić, bo rano znowu będę miała problemy by zwlec się z wyrka. Chciałbym coś konstruktywnego napisać, ale nie potrafię. Już dawno temu pisałam, że gdy jestem szczęśliwa tracę zapał i chęci do głębokiego, emocjonalnego pisania. Tak, jestem szczęśliwa. Mam Go blisko, tylko mojego, tak jak chciałam. Mam Go przy sobie, bo z Nim wszystko jest łatwiejsze, bo choć ma w sobie milion wad, ma też jedną podstawową zaletę – potrafi mnie uszczęśliwić nie robią nic, będąc przy mnie blisko. I lubię Jego uśmiech, zmarszczki wokół oczu, napięte mięśnie ramion, gdy mnie obejmuje, szczupłą klatkę piersiową, o którą mogę się zawsze oprzeć, usta gdy mnie całuje, lubię Go całego, choć potrafi doprowadzać mnie do szału i bezradnego rozkładania rąk, gdy wymyśla kolejną głupotę. Myślę, że zakończyłam poszukiwania „tego jedynego” i mam nadzieję, że los nie będzie chciał mi udowodnić, że się jednak myliłam.
komentarze [2] >> środa, 22 grudnia 2010 23:37:35
Z rzeczy przyziemnych:
Pojutrze Święta, a ja nie mam nic! No może oprócz umytych tylko z jednej strony okien, wypranych firan i wysprzątanej jednej czwartej swojego chlewa, który jest moim pokojem. Trochę żarcia na pierwszy dzień Świąt już jest, ale jutro czeka mnie kilka godzin sprzątania – bynajmniej u siebie, bo i tak tu nikt nie będzie wchodził, a psy szybko uzupełnią zapasy kurzu i brudu.
Z rzeczy zabawnych:
Tata kupił mi na Gwiazdkę odkurzacz! Czy jeśli powiem, że jest boski, genialnie sunie po podłodze i znakomicie ciągnie, zabrzmi to idiotycznie? Wreszcie będzie mi się chciało odkurzać i może zacznę to robić częściej.
Z rzeczy dziwacznych:
Obejrzałam przed chwilą „Listy do Julii”. Wzruszyłam się wręcz do łez i doszłam trzy razy z myślami zaplątanymi wokół G.
Z rzeczy „ja Cię kocham, a Ty kpisz”:
Dałeś mi siebie. Tak prawdziwie, nadzwyczajnie, z uczuciem i pożądaniem. Dałeś mi najwspanialsze chwile bliskości i posiadania siebie. Dałeś mi tak niesamowity seks, że dziś cały dzień kadr po kadrze odtwarzałam to sobie w głowie jak film. Chcę, żebyś miał zawsze tyle odwagi, co wczorajszej nocy i słuchając siebie, nie bał się mnie dotykać, całować i przytulać, żebyś potrzebował mnie, i był blisko. Jesteś częścią mnie, a wczoraj i ja byłam częścią Ciebie.
Z rzeczy egzystencjalnych:
Jestem tak bardzo zmęczona i niewyspana, że jak pomyślę o biednym G. który sypiał jeszcze mniej ode mnie i musiał chodzić do pracy, to włącza mi się instynkt macierzyński i taka doza współczucia, że mogłabym nią obdzielić cały Trzeci Świat i by jeszcze zostało.
Kocham i dobranoc.
komentarze [2] >> poniedziałek, 20 grudnia 2010 21:10:58
Chrupię herbatniki z marmoladą i miodem, zapijam zieloną herbatę, a zaraz zapewne wezmę papierosa i wreszcie w spokoju zapalę. Jestem tak bardzo zmęczona, a kark dobitnie daje mi znać, że jedyne co go uratuje, to masaż zgrabnych palców jakiegoś Azjaty. Tatę opanowała przedświąteczna gorączka, wciąż wymyśla co by to jeszcze zrobić/ugotować/upiec/zabić by skonsumować/i wiele innych rzeczy, chodzi i truje dupsko, a ja powiem szczerze, mam dość. Mama rozkleja się nawet nad kawałkiem mięsa, co dodatkowo powoduje delikatne wyproszenie jej z kuchni – nie cierpię tych jej stanów depresyjnych, ale nie chcę być sarkastyczna, bo najzwyczajniej nie wypada. ŚWIĘTA. Nie czuję ich w tym roku, nie czuję żadnej potrzeby strojenia domu, kupowania prezentów, gotowania i wszystkich tych ceregieli. Ale trzeba. Pozmywałam gary, bo wychodziły już ze zlewu i z ironicznym uśmiechem mówiły mi spierdalaj. Postałam nad tym przeklętym mięsem. Jeszcze tylko trzy dni, a ja muszę doprowadzić dom do stanu używalności i stać nad garami, aż dostanę żylaków. Rozkosznie. Jedyne na co mam ochotę to rozpalić ogień w kominku, zapalić kilka świec, otworzyć butelkę czerwonego wina i w samotności zrelaksować się nad jakimś filmem – oczywiście nie pogardziłabym męską obecnością i zgrabnymi dłońmi zrzucającymi ze mnie szmatki, a potem silnym ciałem kochającym mnie spokojnie i czule, ale chyba na dzień dzisiejszy mogę sobie o tym tylko pomarzyć, gdyż mężczyzna, z którym taki wieczór byłby spełnieniem marzeń, nie może mi go ofiarować. No tak. Mężczyźni. Zamknęłam Jego drzwi, co spowodowało, że nasze razem-nie-bycie obyło się bez histerii, rozpaczy i pustki. Dało mi to lekkość i swobodę w naszych kontaktach, a przede wszystkim w myślach o Nim, a to z kolei uczyniło, że znowu chcę Go więcej i więcej, całego na własność. Musiałam zamknąć te drzwi, by przestać być małą, bezbronną dziewczynką, zdesperowaną idiotką, która wypłakuje mu się do telefonu. Musiałam je zamknąć by stać się słodką nimfetką, która nie zawaha się przed niczym by Go ponownie uwieść i zdobyć. Tak. G. G. to temat bardzo złożony, którego po części nie rozumiem, nie wiem na czym opierają się teraz nasze relacje i w żaden sposób nie potrafię ich nazwać. Nie wiem czy mogę liczyć na jakąkolwiek lojalność wobec mnie z Jego strony, nie wiem kim dla Niego jestem – jeśli jest to nadal stopa koleżeńska, to nie przemawia do mnie taki rodzaj koleżeństwa, nie wiem czy z nią również sypia, tak naprawdę nie wiem nic. Chcę wierzyć, że jestem jedyna, wyjątkowa, że faktycznie jest ze mną najbliżej, mimo tego dystansu, który ciągle czuję od Niego, nawet jak mnie rżnie. Muszę w to wierzyć i muszę podchodzić to tego tak jak to robiłam przez te kilka dni – na luzie, trzymając tęsknotę i poczucie braku na grubym łańcuchu, by znowu nie rozbiły mnie na kawałki, gdy okaże się, że na lojalność nie miałam co liczyć. Zadowalam się tymi namiastkami czułości, które jest w stanie mi dać, tymi ochłapami siebie, które rzuca od czasu do czasu, a ja łakomie je przyjmuję, pragnąc go tak bardzo mocno, choć do końca nie wiem z jakich powodów – to jest cała gama tak bardzo skrajnych uczuć, że nie potrafię pięknymi zdaniami ich teraz opisać, muszę je poskładać i posklejać. Och G. Mogłabym tak o Nim książkę napisać, ale i pewnie po dwustu stronach nie odnalazłabym całego sensu tego co się między nami dzieje. Obym tylko znowu nie wyszła z tego wszystkiego pokiereszowana emocjonalnie, ale jak to się mówi „jest ryzyko, jest zabawa”, a bez ryzyka Go nie odzyskam, dlatego jestem gotowa, by zrobić wszystko, by rozpalić ogień w kominku, zapalić kilka świec, otworzyć butelkę czerwonego wina i poczuć Jego bliskość i to cholerne uczucie, za którym tak tęsknię.
Mały PS. czyli jak to ojciec potrafi skutecznie zdemotywować córkę:
Tata ogląda program o mężczyźnie, który waży 560 kg. i mimo tego, że prawie się nie rusza i jest uzależniony od pomocy osób trzecich, ma całkiem ładną i zgrabną dziewczynę.
Ja: Ale jak on sobie znalazł kobietę, to chyba ja nie powinnam mieć problemów ze znalezieniem faceta.
Tata: No nie jestem taki pewien.
Dzięki tato, no podniosłeś mnie na duchu jak nigdy.
komentarze [0]